Moje wprowadzenie do koszy wiklinowych

Posted By: Site Owner In: Sub Category 1 On: Comment: 0 Hit: 968

Kiedy myślę o tym, ile nauczyłem się przez rok, byłem zmuszony napisać historię o tym, jak zaczęła się moja przygoda związana
z koszami wiklinowymi.

Niedawno kupiłem bilet, aby odwiedzić to miejsce ponownie. Byłem bardzo zadowolony na samą myśl o kolejnej wielkiej przygodzie, która czeka mnie po przybyciu do tego

pięknego miejsca. Prawie pięć lat temu odkryłem budkę z koszykami, która mieściła się na koronie zapory w Solinie.

Zapytałem się, gdzie wyrabia się takie arcydzieła i z czego są zrobione, gdyż wcześniej nie miałem do czynienia z tym materiałem. Dostałem namiar na bardzo dobrą szkołę, w której odbywają się zajęcia związane z plecionkarstwem. Przeszukałem dokładnie ich ofertę i znalazłem informacje o kursie wikliniarstwa i plecionkarstwa. Zapisałem się na ten kurs, ale niestety otrzymałem informację, że grupa jest już pełna, i mogę co najwyżej zostać umieszczony na liście oczekujących. Zgodziłem się i z niecierpliwością oczekiwałem na zwolnienie się miejsca. Na dwa tygodnie przed rozpoczęciem zajęć dostałem informację, że mogę brać udział w kursie plecionkarstwa i wikliniarstwa, gdyż jedna osoba zrezygnowała.

Odkryłem, że kosze wciąż są robione z wikliny, ale nigdy nie wierzyłem, że kiedykolwiek znajdę kogoś, kto to nauczy mnie tego rzemiosła. Podróż do szkoły była dość długa, kiedy pierwszy raz podróżowałem pociągiem, miałem strasznego pecha, gdyż w pociągu wysiadła klimatyzacja i można było się ugotować. Najgorsze w całej podróży była awaria pociągu, która nastąpiła mniej więcej w połowie trasy. Prawie dwie godziny czekaliśmy, aż podstawią nam lokomotywę zastępczą.

Szkolenie Prowadził Pan Adam. W kursie uczestniczyło 8 osób. Mogę powiedzieć bez wątpienia, że gdyby nie Pan Adam na pewno nigdy nie potrafiłbym zrobić kosza z wikliny. Budynek szkoły jest niezwykle piękny, stylizowany na dworek z epoki renesansu. Każdy, kto odwiedza tę szkołę, od razu czuje artystycznego ducha zawartego w ścianach budynku, co czyni to miejsce niezwykłym. Atmosfera jest luźna i sprzyja nauce. Prawie każdy, kogo spotkałem, był początkującym w sztuce wyplatania koszy wiklinowych, więc wszyscy startowaliśmy od tego samego poziomu. Kurs obejmował wiadomości teoretyczne z zakresu tradycji plecionkarstwa i gatunków wikliny. Ciekawym tematem były również informacje o uprawie wikliny i zbiorach dla celów plecionkarskich. Wtedy myślałem, że to jest prosta i szybka uprawa, nawet nie miałem pojęcia, jak bardzo się później pomyliłem, ale to temat na inny artykuł. Poruszane było również bardzo ważne zagadnienie dotyczące organizacji pracowni i wyposażenia w niezbędne narzędzia służące do wyplatania.

Po wchłonięciu całej wiedzy teoretycznej ;) nastąpiło szkolenie praktyczne mające nauczyć nas wyplatania koszy na bazie denka okrągłego, z zastosowaniem splotów wężykowych i ósemkowych. Zaczęło się dosyć łatwo od prostych elementów denka stanowiących dla niego stelaż, na którym się wyplata. Duże schody zaczęły się przy robieniu splotu kończącego kosza oraz przy kręceniu rączki. Na szczęście przy pomocy instruktora udało się skończyć kosz, lecz nie był to szczyt moich marzeń. W ostatnim dniu kursu, po kolacji została zorganizowana wystawa wykonanych przez nas prac i uroczyste wręczenie dyplomów.

        

Comments

Leave your comment